Po dłuższej przerwie wznawiam pisanianie tego bloga. Mój pierwszy wpis to przedruk artykułu z Gazety Giełdy Parkiet. Mam nadzieję, że nie jest zbyt abstrakcyjny... od przyszłego tygodnia postaram się dostarczyć więcej konkretów.
Przez ostatni rok liczne artykuły powtarzały jak mantrę: „z giełd parują pieniądze”, „z giełd wyparowały miliardy” itp., itd. Choć od kilku tygodniu zjawisko to przestało być zauważalne, nadal nie słychać głosów, żeby pieniądze uległy skropleniu, mimo że indeksy rosły. Analogia „parowania pieniędzy” z rynków akcji z procesem chemicznym pomimo licznych wad odzwierciedla w pewnym sensie istotę zachowania giełdy. Aby lepiej zrozumieć ten proces, należy odnieść to zjawisko do pewnych cech mierzalnych.
W przypadku chemicznych procesów parowanie zależne jest od dwóch czynników: temperatury i ciśnienia. Rynkiem akcji rządzą natomiast chciwość i strach. O ile temperatura i ciśnienie są cechami mierzalnymi, o tyle istnieje problem ze zmierzeniem poziomu chciwości czy strachu. W pewnym sensie miernikami tych nastrojów są zmiany cen i wolumenu, które stanowią podstawowe instrumenty analizy technicznej. Problemu „parowania pieniędzy” z giełd nie można bagatelizować. Zgodnie z szacunkami Azjatyckiego Banku Rozwoju w skali całego globu chodzi bowiem o co najmniej 50 bln dolarów, które „wyparowały” z rynków akcji, obligacji i walut. Upadek Lehman Brothers był katalizatorem tego procesu i w 2008 r. doprowadził do uszczuplenia portfeli inwestorów giełdowych na całym świecie o 28,7 bln dolarów w wyniku strat i odpisów poniesionych głównie przez amerykańskie instytucje. Tylko w pierwszych miesiącach 2009 r. „wyparowało” z giełd kolejne 6,6 bln dolarów, czyli równowartość połowy rocznego PKB strefy euro. Gdzie zatem podziały się pieniądze?
„Parowanie” pieniędzy z giełd nie powinno być rozumiane jako magiczne znikanie bogactwa. Podobnie jak w przypadku procesu chemicznego, podczas „parowania” pieniędzy z giełd dochodzi jedynie do zmiany stanu skupienia. Inwestorzy zamieniają jedne aktywa na inne, ich zdaniem, bardziej opłacalne lub bardziej płynne.
W ostatnich dwóch latach byliśmy świadkami wielu spektakularnych wzrostów i załamań na prawie wszystkich rynkach. Kapitał na zmianę „parował” z jednych i „skraplał się” na innych rynkach. W pierwszej fazie załamania na rynkach finansowych pieniądze z giełd płynęły na rynki surowcowe – od ropy, poprzez me
Wyjściem z sytuacji dla przezornego inwestora wydaje się zatem kupowanie najbezpieczniejszych aktywów o bardzo krótkiej zapadalności i dużej płynności. Dążenie do utrzymania wysokiej płynności oraz wzrost awersji do ryzykownych instrumentów doprowadziły do rekordowo wysokiego zainteresowania amerykańskimi instrumentami rynku pieniężnego. Potwierdzeniem tezy o dążeniu do utrzymania płynności jest rekordowy wzrost zasobów gotówki wśród inwestorów indywidualnych w USA. Pieniądze z giełd w ostatnich miesiącach nie „wyparowały” więc, a jedynie zmieniły stan skupienia na bardziej płynne. W marcu inwestorzy utrzymywali średnio w portfelu aż 45 proc. środków w gotówce, w tym również w formie inwestycji rynku pieniężnego. Zaledwie 41 proc. środków ulokowanych było w akcjach. Jest to najniższa alokacja środków na rynkach akcji od 1987 r., kiedy zaczęto zbierać porównywalne dane. Historycznie inwestorzy amerykańscy utrzymywali w swoich portfelach średnio 60 proc. w akcjach i 25 proc. w formie pieniężnej.
Widać zatem, że istnieje mnóstwo wolnego kapitału, który wcale nie wyparował, a w innej formie wciąż znajduje się w obiegu. Obecnie kwestią czasu jest powrót pieniądza na rynki akcji, jednak niezbędny do tego będzie katalizator w postaci poprawy sytuacji makroekonomicznej w największych gospodarkach.



